Weronika

sobota, 7 marca 2015

Pół świata do pępka świata





Witaj Mako,
Jako, ze często słucham Twoje audiobooki postanowiłem się dołączyć do "wędrującego plakatu Weroniki", wiec wysyłam i swoje dzieła sztuki:). Zdjęcia są trzy, zrobione w Memphis (w stanie Tennessee, USA tak dla jasności) na uczelnianym kampusie (o czym świadczy znak na jednym ze zdjęć). Nie mogło zabraknąć zdjęcia na tle maskotki uczelnianej (Memphis Tigers) jak i flagi USA. Jak daleko to od pępka wszechświata? Czasami myślę, ze za daleko i to jest tez jeden z powodów słuchania polskich audiobooków w Twoim wykonaniu, słyszeć język polski:) Dodatkowo zdjęcia są to wyjątkowe, dlaczego? Jest śnieg na nich, co dla rodaków z Polski nie jest niczym nadzwyczajnym jednak w Memphis zdarza się raz na 20 lat, szczególnie takie ilości. Wystarczy powiedzieć, ze przez ostatnie dwa tygodnie uczelnia była zamknięta 6 dni z powodu opadów śniegu i mrozu. Tak to już jest na południu USA :)

Chciałbym również wtrącić swoje trzy grosze na temat czytanych przez Ciebie audiobooków. Uważam Twój wybór tytułów jako całkowicie niezależny i powinieneś czytać to co Ci sprawia przyjemność, a nie to co mi!! Czy jest to piractwo? Mam mieszane uczucia, ale mogę opisać swoja historie. Czytaniem Sci-fi jestem zajęty od dawna, ostatnio może z braku czasu przestawiam się na audiobooki, ale czy to oznacza, ze nie kupuje książek? Zakupiłem cala serie Asimova o Fundacji i ją przeczytałem, gdy zobaczyłem ze są dostępne audiobooki w Twoim wykonaniu serii o robotach, przesłuchałem (wspaniała robota), ale po przesłuchaniu zakupiłem książki bo chce mieć to w swojej kolekcji. Serie o Imperium Asimova również zakupiłem (z Twojej aukcji Allegro!!), jak również dopiski o Fundacji jako nówki nieśmigane. Co chce przez to powiedzieć? Kto lubi książki i je czyta czy je słucha, zakupi je aby od czasu do czasu do nich wrócić może powspominać powstanie Imperium albo Fundacji. A kto ich nie chce i nie kupi, to nawet po odsłuchaniu audiobooka tego nie zrobi.

Mam również zasadę, ze po każdej przesłuchanej książce od Ciebie wpłacam na konto Weroniki i polecam to każdemu, wcale nie muszą to być wielkie kwoty jak mniemam.

Wracając do czytanych audiobooków, pisałem ze są to Twoje niezależne wybory, ale przecież nie zaszkodzi podsunąć jakiś tytułów :) może seria Benforda Centrum Galaktyki? Sam przeczytałem dwa pierwsze tomy, teraz kompletnie nie mam czasu nie mówiąc już o tym, ze książki zostały w moim kochanym kraju:(. Jeżeli kiedyś byś się zdecydował, wal do mnie!! Zorganizuję wysyłkę książek do Ciebie!!


pozdrawiam
Marcin

PS: Elvis czuje się zagrożony w Memphis, już niedługo Mako będzie bardziej znanym celebryta w Memphis:)

piątek, 6 marca 2015

Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zabrać głos jako pierwszy.

Jesteśmy tu w gronie ludzi, którzy - mam mniemam - lubią słuchać książki :)

Chcę więc się z Wami podzielić refleksją bardziej z pozycji słuchacza niż lektora, i ciekaw jestem Waszych opinii.

Rzecz dotyczy tzw. superprodukcji, czyli audiobooków czytanych przez zespoły aktorów, i nierzadko opatrzone dodatkowymi efektami dźwiękowymi oraz oprawą muzyczną.
Otóż - będąc nieodrodnym dzieckiem Tej Ziemi - jestem za, a nawet przeciw. A właściwie przeciw, a nawet za (czasami).
I niniejszym spróbuję ową moją ambiwalencję wyjaśnić.
W zdecydowanej większości, autorzy książek pisali je i piszą z myślą o czytelniku: pojedynczym Kowalskim płci tej lub owej, który czytając literki składa je w słowa i śliniąc palec przewraca kolejne kartki owymi słowami zapisane, dając się porwać narracji. Aby do tego "porwania" narracją mogło dojść, autor musi uciekać się do różnych środków: od czasu do czasu funduje opis tego, co widzi i słyszy bohater, a jeśli bohater ów z kimś rozmawia, to autor identyfikuje poszczególnych uczestników rozmowy dodatkami "powiedział Robert", "odpowiedziała Kasia", czy "wyjąkał Piotrek". I kiedy w naszym umózgowieniu odbywa się magiczny proces transformacji słów zapisanych na papierze na rzeczywistość w indywidualnej wyobraźni czytelnika, te "dodatkowe informacje" gładko wtapiają się w bieg narracji. Więc rzucając okiem na słowa "wyjąkał Piotrek" tworzymy sobie gdzieś w korze mózgowej charakterystyczny głos owego wcześniej już wyobrażonego Piotrka i jego jąkania.
I tu wkracza producent audiobooka, który chce: po pierwsze - zachować wiernie treść nagrywanej książki, a po drugie - każdej postaci przypisać odrębny i charakterystyczny głos. W rezultacie Piotrek jąka swoją kwestię głosem Roberta Więckiewicza lub Tomasza Kota, a kiedy tylko skończy narrator - głosem Rocha Siemianowskiego lub Danuty Stenki, informuje nas, że "wyjąkał Piotrek". Do jeszcze głupszej sytuacji dochodzi, jeśli "superprodukcja" opatrzona jest efektami dźwiękowymi, i narrator (czyim głosem, to już sobie sami wymyślcie) mówi: "na żwirowej ścieżce rozległy się kroki" i jednocześnie efekt dźwiękowy kroków owych trafia do uszu słuchacza.
I właśnie po to, aby uniknąć takich "zgrzytów" poznawczych, zarówno w dawniejszych, jak i zupełnie nowych czasach tworzy się adaptacje, a ich nagrany efekt nazywa się nie audiobookiem, ale słuchowiskiem. I nikt nie powiedział, że adaptacje słuchowiskowe muszą stanowić jakieś skróty i wybór z oryginalnego tekstu książki. Adaptacja może być bardzo wierna, i ograniczać się do pominięcia tych "didaskaliów", których obecność w wersji audio jest zbędna dzięki obsadzie aktorskiej i efektom dźwiękowym.
Osobiście podejrzewam, że "superprodukcje" są przedsięwzięciem skazanym na klęskę z punktu widzenia opłacalności. Tworzy się je z powodów raczej prestiżowych, niż marketingowych. Ale jeśli już powstają, i mają być wizytówką tej czy innej firmy nagraniowej, to marzy mi się, aby w budżecie obok pieniędzy dla autora i wykonawcy muzyki, aktorów i realizatorów nagrań przewidziano także działkę dla dobrego adaptatora.
A jak Wy odbieracie nasze rodzime "superprodukcje"?

czwartek, 5 marca 2015

MAKO na PREZYDENTA!

Trzeba jakoś spożytkować ten fejm :)

Opracowałem nawet program, z którym na sztandarach ruszę po zwycięstwo.
1. Precz z goleniem się. Wąsy są trendi a broda sexi. A kto się goli, ten Komorowski.
2. Do czyszczenia mebli w Pałacu Prezydenckim - tylko SIDOLUX. Pronto mówimy NIE!
3. Postuluję przystosowanie żyrandoli do mycia w zmywarce ze środkiem nabłyszczającym.
4. Dudy w miech, a Ogórki na mizerię!
5. Przeniesienie stolicy kraju do Czech pod Zduńską Wolą - będę miał blisko do pracy, a Czesi się ucieszą.
6. Zakaz importu niemieckiej chemii do prania. CYPISEK dla wszystkich.
7. Ruskie do kabulu (ostatecznie ze skwarkami).
8. A w kompetencji polityki obronnej - zbiórka pontonów dla naszej dzielnej floty szuwarowo-bagiennej i drzwi od stodół dla lotników.

A teraz absolutnie kluczowe punkty zapewniające mi natychmiastową wygraną:
9. Każdemu po milion złotych!
10. I każdemu chętnemu flaszkę.

Ole, ole, ole, ole, nie damy się, nie damy się!
:D

Wędrujący plakat Weroniki - 1600 km od pępka świata


Pozwolę sobie wkleić treść maila, do którego załącznikiem było powyższe zdjęcie:



Drogi Mako,
Dołączam się do tych, co to Cię nie chcą nagabywać na kontynuację Gry o Tron, ale bardzo liczą, że się jednak zdecydujesz swą własną, suwerenną decyzją :) Twój głos znacznie uprzyjemnił mi 2-3 godziny dziennie spędzone w kurdyjskiej komunikacji miejskiej (mówię Ci, koszmar! Nie wiem jak je zniosę bez Twojej "Pieśni Lodu i Ognia").
A żeby nie było, że Ty się starasz, a my, czytelnicy, jak te sępy czekamy tylko na darmochę, postanowiłam też dać coś do siebie i włączyć się do Twojej akcji. W tle mury miejskie Diyarbakır, w Turcji (Kurdystanie?)- drugie co do długości mury miejskie na świecie- zaraz po Wielkim Murze Chińskim.
Próbowałam też w rozliczeniu podatkowym przekazać 1% na Weronikę, ale wyszło, że to mi zapłacą zwrot podatku i 1% z 0zł to ciągle 0zł. Niestety!
Mako, jestem z Tobą duchem, dziękuję  za wszystkie godziny, w których swoim głosem towarzyszyłeś mi w moich codziennych mordęgach i, nie wywierając nacisku, proszę- nie porzucaj Martina!

Pozdrowienia z dalekich krajów,
Kasia

wtorek, 3 marca 2015

Krew i złoto. Nawałnica mieczy w komplecie.

Drodzy,
Skończyłem nagrania drugiego tomu "Nawałnicy mieczy". W tej chwili odcinki są dostępne na chomiku i idą powoli na serwer (patrz tam ->).
Trochę namieszałem z numeracją i muszę się wytłumaczyć. Stal i śnieg zakończyła się plikiem 45 zawierającym tylko zapowiedź końcową. Krew i złoto zacząłem także numerować od 45, aby po wykasowaniu zapowiedzi końcowej ze Stali można było mieć ciągłą numerację wszystkich rozdziałów w obrębie całej książki. Mam zresztą taki plan, aby z udostępnić także paczkę zawierającą całość, bez konieczności ściągania osobno obu tomów.
Muszę jeszcze powiedzieć, że w tych paczkach, które są moim dziełem (w przeciwieństwie od różnego rodzaju udostępnień przepakowywanych [nota bene, zupełnie nie wiem po co]), okładki do pierwszego i drugiego tomu przygotował Dariusz (zgr_chomik). Darek zrobił także okładkę do edycji całościowej, obejmującej oba tomy.

Teraz kwestia następna. Dostrzegam, że większość z Was milcząco, lub nie całkiem milcząco, przyjęła, że będę kontynuował czytanie "Pieśni lodu i ognia". Przyznaję, że reakcje na Nawałnicę zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Prawdę mówiąc, jest to pierwsza "mainstreamowa" pozycja, przy której nie zostałem zjechany przez różnej maści specjalistów od gramatyki języka polskiego, dykcji i emisji głosu. :) Ale nie musi to tak natychmiast oznaczać, że podejmę się kontynuacji. I - wbrew wszelkim pozorom - nie chodzi o to, abyście teraz zaczęli mi słodzić i kadzić, i wychwalać, bylem tylko zabrał się za "Ucztę dla wron". Dajcie mi chwilę na rozważenie za i przeciw, i na podjęcie suwerennej decyzji. Obiecuję, że pierwsi się dowiecie.

W tej chwili pewniki (o ile cokolwiek może być pewne) są takie, że: czas zakończyć trylogię "Akademii Jedi" Kevina J. Andersona. Następnie będzie czas zakończyć cały dziesięcioksiąg "Amberu" Rogera Zelaznego. Przesłuchałem sobie angielską wersję książki, o której przeczytanie zaapelował do mnie autor tego mema:
i... podobało mi się. Jest więc szansa na zajęcie się "Wieczną wojną" Joe Haldermana. Poza tym chodzi mi nieustannie po głowie dość karkołomny pomysł przeczytania Wam jednej z najważniejszych książeczek, jakie czytałem w ostatnim 10-leciu (i ciągle czytam), ale obfitującej w nazwy pochodzące z języka Państwa Środka (co mnie odrobinę przeraża).

Jak widzicie, mimo woli robią się z tego dość dalekosiężne plany. A to coś, czego chciałem uniknąć. proszę więc, żebyście mnie zbyt rygorystycznie nie trzymali za słowo. Szczególnie, że być może za chwilę w mojej bezpośredniej okolicy rozpęta się orgia koparek, ciężarówek, spychaczy, zagęszczarek i innych urządzeń stworzonych przez człowieka w celu generowania hałasu. I jeśli tak się stanie, to ja będę z pewnością szczęśliwszy niż Wy.

niedziela, 22 lutego 2015

Uśmierciłem dziś drugiego króla. Dwóch w tydzień!

Jest taki stary dowcip, wymagający odrobiny wiedzy historycznej: Przed 1-maja Kowalski dostaje polecenie od sekretarza POP w zakładzie, że na pochodzie na nieść tablicę z Pierwszym Sekretarzem Czernienką. Rozżalony Kowalski, wiedząc ja ciężko jest się mordować z wielką tablicą na kiju, próbuje protestować: - Ale panie sekretarzu, dwa lata temu targałem Breżniewa, w zeszłym roku Andropowa.... - No właśnie - odpowiedział sekretarz - macie, Kowalski, dobrą rękę!

To może ja szybko poczytam jakąś biografię Putina?

wtorek, 17 lutego 2015

Pozbywam się "historycznego" zestawu nagraniowego!

Hear ye! Hear ye! Hear ye!
Jeśli ktoś chciałby pójść w moje ślady, albo zawsze marzył o tym, aby nagrywać muzę graną własnoręcznie, własnonożnie i własnoustnie, to jest OKAZJA!
Właśnie wystawiłem na Allego zestaw nagraniowy, na którym w warunkach domowych nagrałem całą kupę odsłuchiwanych przez Was książek. Mikser, mikrofon i interfejs USB. Do pełnego szczęścia brakuje tylko statywu, plujki i kabla do połączenia miksera z interfejsem (który dołożę, jeśli osiągnięta cena będzie satysfakcjonująca), i można hulać.

Nie będę się tu rozpisywał jaki to super ekstra jest ten sprzęt, bo: - po pierwsze primo, każdy może sobie posprawdzać specyfikacje i opinie w sieci; - po drugie primo ;) , jest to sprzęt z najniższej półki jaką można nazwać profesjonalną (no, może półprofesjonalną); a po trzecie primo :D , jeśli przesłuchaliście coś z moich książek między Fundacją a Nawałnicą mieczy, to sami wiecie, jak to brzmiało (pamiętając o otoczeniu, czyli nagrywaniu w niewytłumionym pokoju).

Cena minimalna to 250 zł za cały zestaw - to jest mniej więcej połowa ceny nowego kompletu złożonego z tych elementów. Nie pogniewam się wcale, jeśli cena ta zostanie przekroczona ;)

Zapraszam TUTAJ

niedziela, 15 lutego 2015

Roger Zelazny - Rycerz cieni [Audiobook PL]

Drodzy,
Chyłkiem, cichcem skończyłem nagranie przedostatniej już książki o Amberze. Trzeba przyznać, że cykl trzyma poziom, i za każdym razem, kiedy czytelnikowi wydaje się, że już rozgryzł, już odgadł zamysł autora, już wie - kto, kogo i dlaczego, autor w ostatnim rozdziale wykonuje woltę, i czytelnik tkwi z palcem w nosie w samym środku Ardeńskiego lasu, z głupim wyrazem twarzy i lekko opadłą szczęką.
Od chwili, kiedy zakończyłem czytanie Diun Franka Herberta, ten cykl sprawia mi stanowczo największą frajdę.
Spakowany plik jest tam, gdzie być powinien (informacja obok ->), a także idzie sobie powolutku na chomika.
Coś czuję, że nie mam wymówki, i muszę sprawdzić, co tam nowego w Westeros...

Wędrujący plakat Weroniki - 3200 km od pępka świata

Może tempo pojawiania się zdjęć nie jest imponujące, ale za to miejsca TAK! Weronika dotarła do skały Gibraltaru.
Pamiętajcie, nie chodzi jednak o bicie rekordów odległości czy egzotyki. Chodzi o fajne zdjęcie w Waszym miejscu.
Ja w dalszym ciągu czekam na Wasze fotki: m a g r z e @ o 2 . p l

piątek, 13 lutego 2015

środa, 11 lutego 2015

niedziela, 8 lutego 2015

Kevin J. Anderson - Uczeń ciemnej strony [Audiobook PL]

Szanowni,
Drugi tom cyklu "Akademia Jedi" jest już na http://pliki.poczytajmimako.pl
W ostatnich rozdziałach słychać odrobinę uderzenia wiatru, ale wolałem tę niewielką niedogodność, niż odłożenie nagrań do następnego tygodnia.
Spakowane nagranie idzie właśnie także na chomika.
Ponieważ dziś udaję się w podróż sentymentalną do Wielkiego Miasta, na spotkanie z koleżankami i kolegami z podstawówki, nie będę się już dziś zajmował tworzeniem torrentu.
Trzymajcie za mnie kciuki, żeby się okazało, że jako jedyny "nic się nie zmieniłem" :D

czwartek, 5 lutego 2015

Uczeń ciemnej strony - w robocie

Najpierw było spore przyspieszenie, ale potem działalność na chleb zarabiająca kazała przystopować i zająć się robotą. Mam jedna nadzieję w ciągu tygodnia się sprężyć.

A piszę to właściwie tylko w jednym celu: aby mieć pretekst to zdalnej odpowiedzi na zdalny zarzut p. Przemysława Brodawki, który pisze: Poza tym w jednym momencie autor sili się na imiona z "profeszynal amerikan inglisz aksent" a z drugiej co chwila słuchać SitH, SitHa itp...

Ekhm. Więc tak: nikt nigdy nie zarzucił mi posiadanie "amerikan inglisz aksent", ani nawet American English Accent, ponieważ takowego nie posiadam. Amerykanie i Brytyjczycy, z którymi miałem okazję rozmawiać, lub którzy mnie słuchali, w ciemno lokowali mnie w Holandii, może Norwegii. Dlaczego tak? Nie wiem. Posługuję się językiem Szekspira z pewną swobodą, a uczyłem się od Brytyjczyków. Z amerykańskim angielskim mam tyle do czynienia, co w filmach i niektórych audiobookach.
A teraz do meritum: wbrew wszelkim pozorom wiem, jak Anglosasi wymawiają "Sith". Proszę jednak zwrócić uwagę, że nie dość, że w języku angielskim nie istnieje deklinacja rzeczowników, to jeszcze twórcy tej nazwy własnej zadecydowali, że będzie to rzeczownik nie posiadający liczby mnogiej. Dlatego nie ma nawet formy "Siths" (lub innej, gdyby miała być formą nieregularną). W przeciwieństwie do języka angielskiego, w polskim istnieje deklinacja rzeczowników. Powoduje to, że dokonując tłumaczenia można podjąć jedną z dwóch decyzji: albo przyjąć za oryginałem, że dane słowo nie będzie odmieniane przez przypadki (tak było do niedawna ze słowem "studio" - siedzę w studio, idę do studio, przyglądam się studio), albo "spolszczyć" je w tym zakresie i zastosować polską odmianę. Wracając więc do nazwy "Sith". Baaardzo upraszczając wymowę (aby nie sięgać tu po znaki fonetyczne) słowo to brzmi "Sif". Gdyby tłumacze zadecydowali o braku odmiany, każdy lektor byłby zobowiązany tak to słowo wymawiać (choć oczywiście ostatnia zgłoska nie byłaby czystym, polskim "f"). We wszystkich tłumaczeniach jednak (ścieżek filmowych, książek, komiksów), zastosowano jednak odmianę: Sith, Sithowie, Sithom, itd. Proszę sobie teraz wyobrazić co najmniej komiczny efekt zastosowania angielskiego "th" (prawie "f") z polskimi końcówkami. Dlatego we wszystkich znanych mi przypadkach (polskiej ścieżki dźwiękowej filmów - i tych z lektorem i tych aktorskich) podjęto słuszną decyzję, aby nie kusić losu "atakiem syfów" i "starciem z syfami", lecz uruchomić to niemal nieme "h" z angielskiego słowa.
To tyle w kwestii czepiania się. Jest zima, spadł śnieg, można czepić się traktora i zrobić sobie kulig. O wiele przyjemniej!