Weronika

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Ani Święta, ani Nowy Rok

nie są uniwersalne, choć z naszej europejskiej i chrześcijańskiej perspektywy zdarza nam się o tym zapominać.
Ze względu na różnorodność świąt zbiegających się w okresie przesilenia zimowego, zawsze politycznie poprawni Amerykanie stworzyli życzenia "Season Greetings" - nawet jeśli niczego w tym okresie nie obchodzisz, to życzymy Ci dobrej zimy (coś jak Wiatroda u Kubusia Puchatka).

A skoro doszliśmy już do Misia o bardzo małym rozumku, oto cytat okolicznościowy:
"- Bardzo się cieszę - rzekł Puchatek uszczęśliwiony - że podarowałem ci Praktyczną Baryłeczkę, w której można przechowywać Różne Różności.
- Bardzo się cieszę - powiedział Prosiaczek uszczęśliwiony - że podarowałem ci Coś, co można włożyć do Praktycznej Baryłeczki.
Lecz Kłapouchy nie słuchał. Wkładał balonik i wyjmował go z powrotem, szczęśliwy jak jeszcze nigdy w życiu..."

Życzę Wam, aby to, co akurat dostajecie, było dla Was źródłem wielkiego szczęścia, i aby uszczęśliwiało tych, od których to dostajecie.

SEASON GREETINGS :)

wtorek, 16 grudnia 2014

Reanimacja

Jeszcze trochę pożyje i popracuje. A jak wysiądzie do reszty, to trzeba będzie wymienić to i owo.

Dzięki tym słowom mojego zaprzyjaźnionego magika od komputerów nadzieja wróciła w moje serce.
Tymczasem wysłużony blaszak wrócił na strych. Może więc przed świętami jeszcze trochę bieżącego nagrania "W poszukiwaniu Jedi" przybędzie.

Mam tymczasem na oku nowy mikser do "studia", ale z podjęciem ostatecznej decyzji muszę spokojnie poczekać na wyrok księgowej.

Stało się, co się stać musiało

W każdym razie, kiedyś.

Ten dramatyczny wstęp ma za zadanie wzbudzić w Was współczucie i zaniepokojenie.

Meritum jest natomiast takie, że komputer stanowiący miejsce dokonywania nagrań postanowił dziś, że nażył i napracował się dość.
Właściwie to cud, że awaria nie nastąpiła w wigilię, lub pierwszy dzień świąt, kiedy o jakichkolwiek naprawach nie ma mowy.
Umówiłem się już z odpowiednim specem i za chwilę muszę wytaszczyć blaszaka do serwisu.

I - cóż - zobaczymy co będzie dalej.

niedziela, 14 grudnia 2014

T. H. White - Miecz dla króla [Audiobook PL]

Drodzy,
Realizacja tego audiobooka to kolejna moja wyprawa w lata dawno minione - podróż sentymentalna. Dawno temu, podczas oglądania z dziećmi disneyowskiego "Miecza w kamieniu", zwróciłem uwagę na zawartą w czołówce informację, że film oparty jest na motywach powieści "Miecz dla króla". Postanowiłem ją znaleźć i przeczytać.
Kiedy czytałem ją pierwszy raz rżałem jak koń nad większością kartek. Dowcipny i ciepły film Disneya okazał się bladym odzwierciedleniem wyobraźni autora książki.
Potem czytałem jeszcze drugi raz, i - nie to żebym się nie uśmiechał - ale znalazłem linijki, przy których łza zakręciła się w oku, i znalazłem strony, przy których musiałem odłożyć książkę, aby zastanowić się i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zgadzam się z poglądami White'a, czy nie.
Mam nadzieję, że nagranie pozwoli Wam na pierwsze lub kolejne spotkanie z młodym Arturem, zanim został królem Arturem.

A ja - wzorem króla Pellinora - udam się w pościg za moją Bestią Dyżurną.

http://pliki.poczytajmimako.pl

wtorek, 9 grudnia 2014

Pomoc mile widziana

Moi mili,
Pozwolę sobie stwierdzić odrobinę nieskromnie, że o siedzeniu przed mikrofonem coś tam wiem. Natomiast nie siląc się na żadną skromność przyznam się, że o zasadach masteringu dźwięku nie wiem niemal nic. Owo małe coś, co o nim wiem, to - że właśnie mastering decyduje o tym, czy nagranie brzmi dobrze, czy nie.
Starałem się douczyć na własną rękę, ale przy zetknięciu z informacją "wpinamy korektor i ustawiamy filtr górnoprzepustowy", przy całym szacunku dla niezawodnie ogromnej wiedzy i umiejętności autora poradnika (http://zakamarkiaudio.pl/2012/02/ksztaltowanie-brzmienia-w-nagraniach-lektorskich-cz-1.html) po prostu wymiękam, bo nie wiem jak "wpiąć" i gdzie poszukiwać "filtra górnoprzepustowego".
Krótko mówiąc, poszukuję dobrej duszy, która zechce sporządzić dla mnie instrukcję "dla wiejskiego głupka".
Pracuję na darmowym Audacity 2.0.5 (i nie zamierzam przesiadać się na narzędzie dla profesjonalistów - nawet jeśli wyposażone byłoby w witaminkę cudownie zwalniającą z konieczności wniesienia opłaty licencyjnej). Na życzenie mogę dostarczyć surowy projekt nie poddany żadnym modyfikacjom, poza montażem, aby można było przetestować optymalne ustawienia. Chciałbym uzyskać "uśrednioną" instrukcję krok po kroku, typu:
1. zaznaczyć całą ścieżkę
2. z menu "efekty" wybrać "kompresor"
3. ustawić "próg" na wartość xx, poziom szumu na wartość xx, stosunek na wartość X:x, Czas narastania: x,x; czas zanikania x,x
4. nacisnąć OK
Efektem wszystkich przeprowadzonych manipulacji powinien być dźwięk lepiej brzmiący niż początkowy.
Jestem także otwarty na propozycje natury sprzętowej - ale także na poziomie dla "wiejskiego głupka". Czyli wyspowiadam się, co mam i poproszę o instrukcję co, gdzie, i w jakiej kolejności należy podłączyć i uruchomić.

W zamian gwarantuję moją wdzięczność, oraz ulgę odczuwaną przez wszystkich słuchaczy.

niedziela, 7 grudnia 2014

Pozazdrościł mi - sam tak napisał :)

Jeśli w toku poszukiwań postapokaliptycznych bądź TerryPratchetowych nie zahaczyliście jeszcze o dorobek Wojtka, zwanego "majsebaumem" lub "majselem", to zajrzyjcie.
Ostatnio zajął się Warhammerem 40k, a do mnie też takie prośby kierowaliście, więc... na co jeszcze czekacie?
BLOG WOJTKA

sobota, 6 grudnia 2014

Wy mnie tak nie naciskajcie, bo ja się w sobie zamknę

Rozumiem, że zaczynając w zamierzchłej przeszłości dyskusję nad ewentualnymi nagraniami prozy Martina wsadziłem przysłowiowy kij w równie przysłowiowe mrowisko.
Zauważyłem - bo się nie zauważyć nie dało - że dyskusja ta wykroczyła także poza skromne progi tego bloga.
Przyjmuję też do wiadomości wieści, którymi się ze mną (i z czytelnikami tego bloga) dzielicie, o tym, że widoki na prawdziwy audiobook "Nawałnicy mieczy" zdają się być marne. Choć Groot mi świadkiem, że nie mam pojęcia, dlaczego - posiadając prawa wydawnicze do tego niewątpliwego bestsellera - Wydawca nie chce zarobić jeszcze trochę więcej. (Być może kluczem jest tu słowo "trochę" zamiast "mnóstwo".)

A ja się trochę porwania na "Nawałnicę mieczy" boję. I proszę, nie dziwcie mi się zanadto.

Jeśli produkcja (lub nie) komercyjnego audiobooka rozbija się o pieniądze (a o cóż innego mogłaby się rozbijać?), to po nagraniu wersji niekomercyjnej mógłbym się stać wymarzonym osłem ofiarnym - kimś, przez kogo szanse na "zyliard pieniąchów" przeszły koło nosa; wcieleniem chamskiego pirata, przez którego cały rynek audiobooków ryje ziemie i nie pozwala godziwie żyć autorom, aktorom, wydawcom i panom ochroniarzom z ZAIKSu.

Nie wiem, jaką decyzję ostatecznie podejmę. Naprawdę. Nie certolę się, nie domagam pochwał i zachęt na siłę. W tym temacie jestem w kropce. I decyzja tak czy inaczej jest wyłącznie moja, bo i moje będą jej wszelkie konsekwencje.

czwartek, 4 grudnia 2014

Roger Zelazny - Krew Amberu [Audiobook PL]

Szanowni,
Dzięki luksusowi odrębnego pomieszczenia mogę sobie pozwolić na nagrywanie także wtedy, kiedy inni domownicy kręcą się po domu. Luksus ten zaowocował stosunkowo szybkim ukończeniem drugiej już po przerwie książki, i także (podobnie jak "Próba tyrana") kontynuacji cyklu - "Krew Amberu" Rogera Zelaznego.
Polecam, bo mimo iż to połowa drugiego tomu książek z tej serii, autor nie traci rozpędu, a zyskuje na poczuciu humoru. W każdym razie, jeśli poprzedni tom zakończył się niespodzianką, zakończenie tego to niespodzianka na silnych halucynogenach.

W międzyczasie zrealizowałem także inny projekt, ale ponieważ nie ja jestem jego dysponentem, z ujawnianiem szczegółów poczekam cierpliwie, aż autor i zleceniodawca wykona swój krok.

Zbliżają się święta. Nie wiem jak u Was, ale przed moimi drzwiami kurierzy i listonosze zatrzymują się średnio 4 razy dziennie. Nie oznacza to bynajmniej nostalgicznego powrotu do zwyczaju pisania kartek świątecznych, lecz realizację zakupów online. Taki się ze mnie zrobił wygodnicki Mikołaj ;)

Jeśli wszystko dobrze się poskłada, postaram się jeszcze w okresie świątecznym zapewnić Wam prezent douszny w postaci "Miecza dla króla" T.H. White'a. Mam tremę, bo może się okazać, że nie udźwignę. Najwyżej skasujecie i dacie mi do zrozumienia, żebym nie wyskakiwał nad swój poziom.

Aha - pamiętajcie o adresie http://pliki.poczytajmimako.pl

sobota, 22 listopada 2014

Kryzys czarnej floty w komplecie

Miło mi poinformować, że wczoraj skończyłem nagrania "Próby tyrana". Na chomiku jest już wszystko. W tej chwili wysyłam także paczkę na pliki.poczytajmimako.pl.

środa, 19 listopada 2014

O wyborach raz jeszcze i po raz ostatni

Nie jestem typem społecznika. Na myśl o tym, że miałbym walczyć o plac zabaw, oświetlenie ulicy, naprawę chodnika, położenie kanalizacji, organizację gminnej pomocy dla osób starszych, etc. owijam się szczelniej kocykiem i czekam pokornie, aż myśl ta zechce sobie łaskawie pójść w cholerę.
Mieszczę się więc chyba w średniej krajowej.

Mieszkam (od niedawna) w małym mieście. Miasto podzielono na kilka jednomandatowych okręgów wyborczych. Mój okręg obejmuje wszystkiego z 10 ulic. Przy większości z nich stoją domki jednorodzinne, a nieliczne bloki nie przekraczają czterech pięter i trzech klatek. Do czego zmierzam - ilość wyborców w okręgu jest porównywalna z ilością gości na hucznym góralskim weselu.

Żaden z kandydatów z mojego okręgu nie pofatygował się do mnie - gnuśnego i biernego wyborcy - aby zachęcić do oddania głosu właśnie na niego. Żaden nie pochwalił się tym, co już w naszym okręgu i dla naszego okręgu zrobił. Natomiast każdy pofatygował się do fotografa w celu wykonania adekwatnego zdjęcia (z ang. "headshot", czyli "strzał w głowę"), które po poddaniu obróbce w photoshopie wyglądało jakby kandydat został świeżo wyjęty z opakowania lalki Barbie, Sindy, Kena, czy innego G.I.Joe, następnie do grafika komputerowego, który zfotoszopowaną mordkę umieścił na białym tle z niebieskimi akcentami i czarnymi literkami, a potem do drukarni, która powstałe dzieło graficzne wydrukowała na wysokiej klasy i drogim papierze kredowym z połyskiem. Efekt w formacie A4 złożonym na trzy trafiał za pośrednictwem listonosza lub innego doręczyciela do mojej skrzynki pocztowej, a stamtąd - bez czytania - prosto do pojemnika na sortowane odpady, za których wywóz muszę płacić 8 zł miesięcznie.

Czy to norma, czy tylko u mnie, w Polsce powiatowej, tak jest?

Absurd tej sytuacji powala na kolana. Osoba, która chce mnie reprezentować w samorządzie nie ma chęci albo odwagi, aby spotkać się ze mną? Przecież przez ostatni miesiąc każdy kandydat dałby radę odwiedzić osobiście każdego wyborcę w okręgu, i to nawet zakładając, że po swoich godzinach pracy zapukałby dziennie jedynie do 10 czy 20 mieszkań/domów. Skąd on będzie wiedział, czego ja, jako gnuśny i bierny wyborca, od niego oczekuję, skoro bał się mnie o to zapytać? W najgorszym wypadku dowiedziałby się, że "w dupie mam, czym się będzie zajmował", i byłby zwolniony z przejmowania się moim zdaniem na temat jego działalności. A po osobistym spotkaniu z wyborcą może nie musiałby zostawiać lakierowanej mordki na kartce A4, tylko wystarczyłaby wizytówka, albo makulaturowa kartka z najważniejszymi danymi?

Dziś w pobliskim sklepie, stanowiącym - ze względu na godziny i dni otwarcia (7 dni w tygodniu, włącznie ze świętami, 6 - 23) oraz asortyment - ośrodek informacyjno-kulturalny mojego okręgu wyborczego, zadałem pytanie o to, kto w naszym okręgu wygrał wybory. Nikt nie wiedział. Sklepowa natomiast poinformowała mnie (z pewnym smutkiem w głosie), że to bez znaczenia, bo żaden z kandydatów nie był mieszkańcem naszego okręgu wyborczego, więc i tak sprawy chodnika tu, a oświetlenia ówdzie będą mu wisiały jak kilo kitu na agrafce.

Aha, no i wszyscy w swoich materiałach wyborczych podrzucanych cichcem do skrzynki pocztowej uważali, że najważniejszą sprawą jest budowa akwaparku.

Przepraszam, uniosłem się. Obiecuję, że już więcej nie będę. W swojej gnuśności i bierności spokojnie poczekam na następne wybory samorządowe. Z pewnością znów dostanę dużo trudno palnego papieru do skrzynki pocztowej.

wtorek, 18 listopada 2014

Sprawozdanie i wniosek o absolutorium

Mili,
Parafrazując Cezara: "środki zostały wykorzystane".

Trochę chałupniczymi sposobami, podpierając się zgromadzonymi zasobami i zamieniając "szare na złote" dokonałem transformacji kawałka strychu na kącik do nagrywania.
Jego kształt będzie z pewnością jeszcze ewoluował, ale zrąb zasadniczy jest.
W kwestiach akustycznych w tej chwili wiadomo, że nie ma mowy o nagrywaniu podczas bardziej intensywnego deszczu, ponieważ blacha dachu, izolacja z wełny mineralnej, sufit z płyty k-g oraz pianka nie stanowią wystarczającej izolacji. We współpracy z lotnikami z pobliskiej bazy sprawdziłem, że startujący lub lądujący F16 uniemożliwia nagrywanie przez około 20 sekund, co jest gigantycznym postępem, ponieważ w poprzednim miejscu hałas z tego źródła powodował przerwy sięgające 3 minut. Nie mam sąsiadów! Nie mam liczącego się ruchu samochodowego przed domem. Jeśli tylko nie dopadnie mnie handra, o jakiej w swoim ostatnim nagraniu mówił Majsel, przyszłość rysuje się w jasnych barwach.
Jedyny minus jest taki, że kaloryfery uruchamiają mi się 5 razy na dobę, i o ile w pokojach zapewnia to wystarczający komfort cieplny, o tyle na strychu mam huśtawkę od sauny, kiedy akurat grzeje, do lodówki, kiedy akurat nie grzeje. A tu zima idzie...

niedziela, 9 listopada 2014

I'm back! I'm back! My back!

Mój jedyny ulubiony cytat ze Spidermana. Jakoś do "with great powers comes great responsibility" mam mniejsze przekonanie ;)
A wracając do tytułu, to powinienem sparafrazować ostatnią część jako "My throat!".
Krótko mówiąc - zasiadłem i nagrałem pierwszy rozdział "Próby tyrana", a teraz czuję jak bardzo "zardzewiało" mi gardło przez te parę dni, które minęły od zakończenia "Mentatów Diuny".

No, ale że "trening czyni mistrza", mam zamiar stale już trenować. :)

piątek, 7 listopada 2014

Finis coronat opus

Całość odbiega znacznie od moich początkowych założeń, ale tymczasem mogłem zrobić tyle, na ile pozwalały finanse. Z czasem spróbuję dołożyć trochę elementów rozpraszających i tłumiących dźwięk, zmienię tkaniny otaczające pomieszczenie na cięższe i bardziej zwarte.
Tymczasem wtargałem wszystko na górę i brak mi tylko oświetlenia (jutro wymontuję oprawy z poprzedniego mieszkania).
Jest więc realna szansa na pierwsze nagrania w nowym miejscu już w poniedziałek.
Czas najwyższy skończyć trylogię "Kryzys czarnej floty".

wtorek, 4 listopada 2014

Kolekcja bootlegów Pink Floyd pod młotek

Kochani,
Poganiacie mnie. I słusznie, bo robota ślimaczy się niemiłosiernie. Tymczasem wciąż pojawiają się wydatki mające priorytet przed nagraniowym hobby.
Aby trochę przyspieszyć, postanowiłem rozstać się z własnoręcznie wykonywaną kolekcją nieoficjalnych nagrań Pink Floyd.
Jakiś czas temu, jako dumny posiadacz kilkunastu płyt koncertowych pochodzących z wymiany z innymi fanami, postanowiłem swoją kolekcję "odpimpować" ;) , czyli nadać każdej płycie wygląd jak najbardziej zbliżony do wyglądu komercyjnego. Ponieważ w tych czasach przypływ nowych tytułów wynosił 3-4 płyty miesięcznie, sprawa wydawała się możliwa do realizacji.
Ale potem przyszedł szybki i szerokopasmowy Internet, i przypływ nowych tytułów wzrósł do 30-50 płyt miesięcznie. Jakiś czas starałem się nadążyć z wypalaniem, drukowaniem, etc. Wkrótce jednak machnąłem ręką. Posiadane przeze mnie zasoby elektroniczne przekroczyły 3TB, i to po zastosowaniu ostrej selekcji (np. odrzuceniu współczesnych nagrań członków PF, a warto wiedzieć, że po każdym koncercie Watersa czy Gilmoura "na rynku" pojawia się od jednego do kilkunastu nagrań o różnej jakości, a także rejestracji wideo).
Moja wypalona i wydrukowana kolekcja zatrzymała się na 247 pozycjach audio (duża część to edycje 2-płytowe, a zdarzają się także 4-płytowe). Do jej stworzenia zużyłem dwie nagrywarki audio (nie komputerowe ale samodzielne - jedną Sony i jedną Technicsa), trzy drukarki (jeden kolorowy laser, jedną atramentówkę obsługującą jedynie papier i jedną atramentówkę obsługującą także płyty CD), jeden zestaw CSS do trzeciej z drukarek. Stałem się także ulubionym klientem pobliskiego sklepu oferującego nieobrandowane czyste płyty CD-R audio, a także pudełka "jewel case", pojedyncze, podwójne i poczwórne.
Do kosztów kolekcji należy także dodać półkę w mojej ówczesnej meblościance, która pod ciężarem płyt wygięła się w sposób nieodwracalny i nieestetyczny.
Nie wspomnę także o czasie, jaki pędziłem wypalając, drukując, wycinając, składając i kompletując...

Teraz wszystko to idzie po kolei pod młotek. W tej chwili na Allegro trwa aukcja kompletnego zestawu wydawnictw Harvested Records - 35 tytułów (56 płyt): http://allegro.pl/pink-floyd-kolekcja-bootlegow-i4760149080.html
W zależności od sukcesów sprzedaży, na swoją kolej czeka obejmujący 20 pozycji zestaw "Have you got it yet?" z nagraniami dotyczącymi Syda Barretta skompilowany przez Laughing Madcaps, "A tree full of secrets" - 18 płyt w boksie od Cochon Productions, oraz wiele innych.
Jeśli jesteście zainteresowani lub znacie kogoś o skłonnościach maniakalnych w kontekście Pink Floyd, to zapraszam :)