Weronika

niedziela, 8 lutego 2015

Kevin J. Anderson - Uczeń ciemnej strony [Audiobook PL]

Szanowni,
Drugi tom cyklu "Akademia Jedi" jest już na http://pliki.poczytajmimako.pl
W ostatnich rozdziałach słychać odrobinę uderzenia wiatru, ale wolałem tę niewielką niedogodność, niż odłożenie nagrań do następnego tygodnia.
Spakowane nagranie idzie właśnie także na chomika.
Ponieważ dziś udaję się w podróż sentymentalną do Wielkiego Miasta, na spotkanie z koleżankami i kolegami z podstawówki, nie będę się już dziś zajmował tworzeniem torrentu.
Trzymajcie za mnie kciuki, żeby się okazało, że jako jedyny "nic się nie zmieniłem" :D

czwartek, 5 lutego 2015

Uczeń ciemnej strony - w robocie

Najpierw było spore przyspieszenie, ale potem działalność na chleb zarabiająca kazała przystopować i zająć się robotą. Mam jedna nadzieję w ciągu tygodnia się sprężyć.

A piszę to właściwie tylko w jednym celu: aby mieć pretekst to zdalnej odpowiedzi na zdalny zarzut p. Przemysława Brodawki, który pisze: Poza tym w jednym momencie autor sili się na imiona z "profeszynal amerikan inglisz aksent" a z drugiej co chwila słuchać SitH, SitHa itp...

Ekhm. Więc tak: nikt nigdy nie zarzucił mi posiadanie "amerikan inglisz aksent", ani nawet American English Accent, ponieważ takowego nie posiadam. Amerykanie i Brytyjczycy, z którymi miałem okazję rozmawiać, lub którzy mnie słuchali, w ciemno lokowali mnie w Holandii, może Norwegii. Dlaczego tak? Nie wiem. Posługuję się językiem Szekspira z pewną swobodą, a uczyłem się od Brytyjczyków. Z amerykańskim angielskim mam tyle do czynienia, co w filmach i niektórych audiobookach.
A teraz do meritum: wbrew wszelkim pozorom wiem, jak Anglosasi wymawiają "Sith". Proszę jednak zwrócić uwagę, że nie dość, że w języku angielskim nie istnieje deklinacja rzeczowników, to jeszcze twórcy tej nazwy własnej zadecydowali, że będzie to rzeczownik nie posiadający liczby mnogiej. Dlatego nie ma nawet formy "Siths" (lub innej, gdyby miała być formą nieregularną). W przeciwieństwie do języka angielskiego, w polskim istnieje deklinacja rzeczowników. Powoduje to, że dokonując tłumaczenia można podjąć jedną z dwóch decyzji: albo przyjąć za oryginałem, że dane słowo nie będzie odmieniane przez przypadki (tak było do niedawna ze słowem "studio" - siedzę w studio, idę do studio, przyglądam się studio), albo "spolszczyć" je w tym zakresie i zastosować polską odmianę. Wracając więc do nazwy "Sith". Baaardzo upraszczając wymowę (aby nie sięgać tu po znaki fonetyczne) słowo to brzmi "Sif". Gdyby tłumacze zadecydowali o braku odmiany, każdy lektor byłby zobowiązany tak to słowo wymawiać (choć oczywiście ostatnia zgłoska nie byłaby czystym, polskim "f"). We wszystkich tłumaczeniach jednak (ścieżek filmowych, książek, komiksów), zastosowano jednak odmianę: Sith, Sithowie, Sithom, itd. Proszę sobie teraz wyobrazić co najmniej komiczny efekt zastosowania angielskiego "th" (prawie "f") z polskimi końcówkami. Dlatego we wszystkich znanych mi przypadkach (polskiej ścieżki dźwiękowej filmów - i tych z lektorem i tych aktorskich) podjęto słuszną decyzję, aby nie kusić losu "atakiem syfów" i "starciem z syfami", lecz uruchomić to niemal nieme "h" z angielskiego słowa.
To tyle w kwestii czepiania się. Jest zima, spadł śnieg, można czepić się traktora i zrobić sobie kulig. O wiele przyjemniej!

Gdzie to się człowiek nie odnajdzie...

Dostałem wiadomość, że występuję.
TUTAJ

niedziela, 1 lutego 2015

Poetycka współpraca w z Masą Kultury

Jak być może pamiętacie, w zamierzchłych czasach, czyli 2 lutego 2014 roku, zagościłem na łamach podcastu Masa Kultury, w roli tzw. "ciekawego człowieka". Autorzy tego dźwiękowego bloga dziwowali się nade mną wielce, o czym można w dalszym ciągu się nausznie przekonać: http://masakultury.pl/masa-kultury-56-czlowiek-ktory-czyta-ksiazki/
Na tym wybryku moja współpraca z teamem Kowal-Adamus nie zakończyła się, bynajmniej, bo już 1 czerwca zostałem zaszczycony propozycją współuczestniczenia w evencie (czyli "iwencie") zatytułowanym "Podcastowy Dzień Dziecka": http://masakultury.pl/podcastowy-dzien-dziecka-ptasie-radio/
Natomiast od 18 stycznia bieżącego roku, jestem skromnym współpracownikiem Masy Kultury, zapewniającym tchnienie kultury wyższej i możliwość rozkoszowania się strofami poezji. Właściwie, to powinienem napisać "Poezji" (zwróćcie uwagę na to wielkie "P"). Michał Kowal stawia przede mną karkołomne zadania interpretacyjne. Jakie? No, to już musicie wyśledzić sami, słuchając uważnie kolejnych wydań Masy. Gdzieś tam, w środku, napotkacie także na mnie.
Pierwsze (ciekawy jestem, jak długo ze mną wytrzymają) spotkanie znajduje się tutaj: http://masakultury.pl/masa-kultury-76-celebrity-splash-czy-whiplash/

piątek, 30 stycznia 2015

No i przyszła zima, a biedna Arya błąka się po bezdrożach...

Innymi słowy: czując na zmianę przenikliwe zimno z północy i podmuchy ciepłego wiatru z południa, przytulony niemal do Muru z maleńkim okienkiem, oddzielającego mnie od świata dzikich, nie przejmując się knowaniami królów, lordów i uzurpatorów, o których wieści chciała na siłę przynosić mi udająca młodość starucha ukazująca się w "amerykańskim planie" na przedniej stronie magicznego pudła z czarnego plastiku, spędziwszy ponad 28 godzin samotnej tułaczki po schodach i z powrotem, nagrałem "Stal i śnieg".
Na http://pliki.poczytajmimako.pl paczka już jest (Różne / Martin). Na chomika idzie, a ponieważ ma 15 GB, to chwilę będzie jeszcze szła.
Powtórzę na wszelki wypadek to, o czym pisałem w komentarzach do któregoś z wcześniejszych postów: jestem zdany na własne siły; nie mam słuchającego mnie realizatora wyłapującego nieprawidłowe intonacje i niepoprawną wymowę; wszystkie nazwy i imiona starałem się zastosować zgodnie z konwencją przyjętą w brytyjskim audiobooku przeczytanym przez Roya Dotrice, o ile tylko nie zawiodła mnie pamięć; co ważne - nie wiem jakie konwencje przyjęli adaptatorzy serialu Gra o Tron; serialu nie oglądałem, więc nie miałem się czym sugerować.
Przyjmijcie więc tę książkę "z dobrodziejstwem inwentarza", i miejmy nadzieję, że zostanie jednak nagrany audiobook komercyjny.
I nie zapominajcie o Weronice. A może uda mi się Was namówić na zabawę zaproponowaną w dwóch wcześniejszych postach?

czwartek, 29 stycznia 2015

wtorek, 27 stycznia 2015

Podróżujący plakat Weroniki

Słuchajcie, jest Was - czytelników tego bloga i słuchaczy moich nagrań - kilka osób :). Ze statystki odwiedzin wynika, że mieszkacie lub przebywacie w bardzo różnych miejscach w Polsce i na świecie.
Mam taki - trochę fejsbukowy z natury - pomysł, którym chciałbym się z Wami podzielić.
Spróbujmy razem pokazać, gdzie może zawędrować plakat z apelem o pomoc dla Weroniki. Plakat można w dowolnej chwili pobrać ze strony fundacji Jaś i Małgosia, pod adresem: http://www.1000dzieci.pl/107-weronika-pawlowska. Na dole strony są linki, a jednym z nich jest "wydrukuj plakat". Kliknięcie prowadzi do zapisania lub otwarcia pliku pdf. Plakat można wydrukować na czym akurat kto ma, w kolorze lub monochromatycznie.
Kiedy już będziecie mieli plakat (oczywiście zawsze możecie wydrukować więcej kopii - a nuż gdzieś się przydadzą :) ), weźcie go ze sobą w jakieś charakterystyczne miejsce z Waszego otoczenia i cyknijcie tam fotkę (aparatem, telefonem, tabletem, kamerą samochodową...) na której będzie widać "okoliczności przyrody" i plakat (nie musi być widać każdej literki :) ), a potem przyślijcie wynik do mnie, pod adres: m a g r z e @ o 2 . p l. [przepraszam za taką formę podania adresu, ale dzięki temu uchroni się przed robotami wyszukującymi adresy do spamu]. Ja z przyjemnością każde otrzymane zdjęcie opublikuję w kolejnych postach, a także założę osobną galerię na chomiku.
A żeby się taki fajny plakat nie zmarnował, to może gdzieś tam uda się Wam go powiesić ;) - tylko pamiętajcie - albo w miejscu wyznaczonym, albo po uzyskaniu zgody, i może nie naklejajcie cichcem na zabytkowych drzwiach do katedry gnieźnieńskiej :D
Jeśli jutro będzie odrobina słońca, spróbuję sam zastosować się do powyższej instrukcji.

czwartek, 22 stycznia 2015

Jak wiecie "idzie zima"

i mam w związku z nią nietypową prośbę.
Jeśli u kogoś z Was, w głębiach szafy leży zapomniany i nie całkiem zjedzony przez mole koc, to moglibyście mi go podarować.
Nie kituję! Zupełnie serio. Ale jestem odrobinę wybredny. Nie chcę żadnych tam polarów albo innych gustownych i wymyślnych wynalazków z dziedziny współczesnego kocnictwa, dostępnych w mini, super, hiper i megamarketach. Chodzi mi o koce "starego typu", takie jakie dawali w wojsku, czyli z wełny (chyba) grubo tkanej i dość ciężkie. Kolor bądź wzór jest mi absolutnie obojętny, natomiast liczy się grubość i zwartość materiału.
Moje zapotrzebowanie dotyczy 2-3 sztuk, abym mógł z nich uczynić jedną ze ścian mojego "studia", będącą równocześnie drzwiami.
Ja wiem, że takie koce można z pewnością kupić, ale może u kogoś leży taki - smutny, nieużywany i niemodny, a ja bym go wyeksponował :). Z przyjemnością zapłacę na przesyłkę.

A ponieważ większość z Was zaczęła czytać ten post myśląc raczej o zawołaniu rodu Starków z Winterfell, niż o kocykach (to już prędzej kucykach), więc przy okazji poinformuję, że dobrnąłem już dobrze za połowę pierwszego tomu trzeciej księgi, i przy obecnym tempie (1-2 odcinków na dzień) powinienem za około tydzień być gotów.

wtorek, 20 stycznia 2015

Banery, informatory, czytniki, migające światełka i fontanna

Moi drodzy.
Rozumiem informacyjny i estetyczny niedosyt związany z moją głosową dłubaniną. Naprawdę - piszę to bez cienia sarkazmu. Fajnie byłoby, gdyby po wejściu na bloga, czy inną stronę, można było się jednym rzutem oka zorientować, co zostało nagrane, gdzie to jest, co przybywa, co jest w zadeklarowanych planach, i jeszcze w dodatku, czy warto po daną pozycję sięgnąć, czy raczej nie trafi ona w indywidualny gust.
Problem polega na tym, że skorzystanie z szablonu bloga to już w zasadzie szczyt moich umiejętności w zakresie publikacji internetowych. Drugi problem polega na tym, że nie mam szczególnej chęci pogłębiać swojej wiedzy w tym zakresie. Pracuję, mam odrobinę życia prywatnego i hobby. Jeśli zajmę się zgłębianiem htmlów, javów, joomlów, czy innych "czortów-diabłów", to może się okazać, że na nagrywanie czasu mi nie starczy. A chyba nie o to chodzi.
Jest więc tak:
1. Blog służy do bieżącej informacji doraźnej, a jego archiwum jest dostępne dla ciekawskich.
2. Na http://pliki.poczytajmimako.pl, dzięki Maćkowi, jest komplet nagrań, dostępnych bez żadnych opłat i limitów. (Pamiętajcie, że w zakresie użyczonego ftp mam też ograniczone możliwości konfiguracyjne).
3. Z chomika http://chomikuj.pl/mako_new korzystam zarówno jako z magazynu (na którym od czasu do czasu ktoś decyduje, o wyrzuceniu lub zablokowaniu niektórych plików, np. Lema), jak i kopii bezpieczeństwa bieżąco dodawanych nagrań. Ponieważ na chomiku nie mam nic, poza własnymi nagraniami, jest dość łatwo zorientować się, co i gdzie przybywa (bo pojawia się wykrzyknik przy folderze, do którego coś zostało załadowane). Wcale nie trzeba nic z chomika ściągać, albo można poczekać do każdej niedzieli, kiedy mój limit (10 GB) oddaję free na wszystkie audiobooki.
4. Informacje o książkach, chronologiach, i autorach potraficie znaleźć w necie - wiem, że potraficie.

Na koniec powtórzę to, co pisałem już kilkukrotnie, przy różnych okazjach. Jeśli ktoś jest chętny, ma zapał, umiejętności i możliwości, i chce założyć i prowadzić w dowolnym kształcie stronę "fanowską" mako_new, to ja nie mam nic przeciwko temu, i deklaruję (ograniczoną) współpracę.

niedziela, 11 stycznia 2015

Roger Zelazny - Znak Chaosu [Audiobook PL]

Nagranie jest w komplecie na chomiku. Idzie i za godzinę powinno być dostępne na http://pliki.poczytajmimako.pl. Następnie pozostałe zwykłe miejsca.
Do zakończenia Kronik Merlina i rozstania z Amberem coraz bliżej...
Jeśli chwilami w nagraniu będzie się pojawiało głuche dudnienie, to wybaczcie - ale to dźwięk wiatru na blaszanym dachu. Ostatnio tak się porobiło, że gdybym miał czekać na odpowiednią ciszę, to w ogóle nic bym nie nagrał.

Teraz będziecie się musieli uzbroić w więcej cierpliwości, bo obiecana mimochodem "Nawałnica mieczy" to jest parę stron do przeczytania. Wyprzedzając pytania: zamierzam usiąść do części pierwszej (wiem, że podział jest sztuczny i stworzony przez wydawcę). Jeśli wszystko będzie OK, zrobię sobie oddech, przypomnę się fanom SW i Amberu, i dokończę trzeci tom Pieśni lodu i ognia.
Chyba i tak całość będzie szybciej, niż w sklepach.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Skończyłem prace nad "W poszukiwaniu Jedi"

Tym samym zainaugurowałem nową trylogię we wszechświecie Gwiezdnych Wojen, autorstwa Kevina J. Andersona.
Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, będzie kontynuacja w postaci powieści "Uczeń ciemnej strony" i "Władcy Mocy".

Najpierw jednak zrobię przesiadkę na nowy mikrofon i mikser. Jutro planuję wykorzystać świąteczny dzień na poeksperymentowanie. Mam nadzieję, że wszystko gładko pójdzie ku mojemu i Waszemu zadowoleniu. Oswajanie się z nowościami planuję odbyć na kolejnej części Ksiąg Merlina z cyklu o Amberze Rogera Zelaznego.

Tymczasem więc wszystko toczy się powolutku swoim własnym torem.

Pozwolę sobie na koniec przypomnieć, że nowy rok 2015 oznacza, że już wkrótce trzeba się będzie rozliczyć z podatków za stary rok. I w tym zakresie nieodmiennie liczę na Was, i Waszą pamięć o 1% dla Weroniki, podopiecznej fundacji "Jaś i Małgosia". Wszystkie potrzebne informacje, jeśli dotychczas nie znacie ich na pamięć, znajdują się NA STRONIE WERONIKI.

sobota, 3 stycznia 2015

piątek, 2 stycznia 2015

Wiecie, dlaczego dobre studia są w piwnicach? Ja już wiem.

Odwiedzając różne studia nagrań (a odwiedziłem ich w sumie kilkadziesiąt) nie zwróciłem uwagi, że większość z nich zlokalizowanych było nisko (parter, a nawet piwnica). Spotykając się z ludźmi pracującymi po jednej lub po drugiej stronie szyby, a także podziwiając elektronikę, w ogóle nie pomyślałem, że ma to jakikolwiek znaczenie.

Pewien przedsmak spływającego na mnie zrozumienia przyszedł, kiedy o dach nad moim "studiem" zabębnił deszcz.

Dziś doznałem już pełnej iluminacji. Kiedy o ścianę domu uderzył wiatr o (jeszcze) umiarkowanej prędkości jakiś 40-50 km/h, a ja siedziałem za mikrofonem starając się nagrać kolejny rozdział "W poszukiwaniu Jedi", usłyszałem szum i stukot, które kazały mi zapomnieć o nagrywaniu, dopóki pogoda się nie uspokoi. Na jutro wróżbici zwani pospolicie meteorologiami zapowiadają jeszcze silniejszy wiatr, więc sądzę, że przerwa potrwa przynajmniej do niedzieli.

Na szczęście obrobiłem się z bieżącą pracą zarobkową i jest szansa, że także poniedziałkowe przedpołudnie będę miał do dyspozycji.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, być może wkrótce będę się pozbywał sporej części bieżącego wyposażenia mojego kącika nagrań. Jeśli więc planujecie na najbliższą przyszłość zakup jakiegoś "pakietu startowego" do przyzwoitego nagrywania wokalu, to odwiedzajcie bloga regularnie, bo ogłoszę wyprzedaż właśnie tutaj.