Kochani,
Przede wszystkim, ponieważ do ostatecznego terminu rozliczenia się z fiskusem zostało już mało czasu, przypominam, że w każdej paczce nagrywanych przeze mnie książek znajdziecie plik "przeczytaj prosze.pdf", w którym znajdziecie plakat z informacjami o 1% podatku dla Weroniki za pośrednictwem Fundacji Jaś i Małgosia.
Jeśli Wasza wiedza o "Władcach marionetek" pochodzi głównie z filmu z Donaldem Sutherlandem w roli głównej, to powinniście wiedzieć, że w miejsce dumnego "R.A. Heinlein's Puppet Masters" na plakacie powinno być raczej, zgodnie z prawdą, napisane: film na motywach powieści R.A. Heinleina. Film do najgorszych nie należy, ale to każdy chętny musi ocenić samodzielnie. Natomiast książka jest zupełnie inna. Po pierwsze jest to książka tkwiąca potężnie korzeniami w układzie politycznym świata przełomu lat 40-tych i 50-tych ubiegłego wieku. Świata w którym (z perspektywy Amerykanów) połową świata rządził osobiście diabeł wcielony, arcykomunista, Józef Stalin, a USA były jedyną niezachwianą opoką wolności. I właśnie tę opokę atakują obcy. Istoty, które podstępnie wykorzystują nie tylko ciała, ale także umysły wolnych dotychczas ludzi. Tak sobie myślę (w tym miejscu fantazjuję - nic nie wiem na ten temat), że "Władcy marionetek" mogliby być ulubioną lekturą senatora McCarthy'ego.
Czy fantastyka z 1951 roku broni się? Ma jeszcze rację bytu?
Ma, bo sprawy tego, czy istnieją komputery lub latające samochody i stacje kosmiczne, czy nie, jest w tej literaturze drugorzędne. Liczą się ludzie, a ludzie się aż tak bardzo przez ostatnie pół z górą wieku nie zmienili.
Paczka jeszcze idzie na serwer Maćka, potem będzie u Artura. Poczekajcie spokojnie, jeśli od razu jej tam nie znajdziecie.
Miłośnicy GW, czuj duch. Będzie Lando Carlissian.
Przede wszystkim, ponieważ do ostatecznego terminu rozliczenia się z fiskusem zostało już mało czasu, przypominam, że w każdej paczce nagrywanych przeze mnie książek znajdziecie plik "przeczytaj prosze.pdf", w którym znajdziecie plakat z informacjami o 1% podatku dla Weroniki za pośrednictwem Fundacji Jaś i Małgosia.
Jeśli Wasza wiedza o "Władcach marionetek" pochodzi głównie z filmu z Donaldem Sutherlandem w roli głównej, to powinniście wiedzieć, że w miejsce dumnego "R.A. Heinlein's Puppet Masters" na plakacie powinno być raczej, zgodnie z prawdą, napisane: film na motywach powieści R.A. Heinleina. Film do najgorszych nie należy, ale to każdy chętny musi ocenić samodzielnie. Natomiast książka jest zupełnie inna. Po pierwsze jest to książka tkwiąca potężnie korzeniami w układzie politycznym świata przełomu lat 40-tych i 50-tych ubiegłego wieku. Świata w którym (z perspektywy Amerykanów) połową świata rządził osobiście diabeł wcielony, arcykomunista, Józef Stalin, a USA były jedyną niezachwianą opoką wolności. I właśnie tę opokę atakują obcy. Istoty, które podstępnie wykorzystują nie tylko ciała, ale także umysły wolnych dotychczas ludzi. Tak sobie myślę (w tym miejscu fantazjuję - nic nie wiem na ten temat), że "Władcy marionetek" mogliby być ulubioną lekturą senatora McCarthy'ego.
Czy fantastyka z 1951 roku broni się? Ma jeszcze rację bytu?
Ma, bo sprawy tego, czy istnieją komputery lub latające samochody i stacje kosmiczne, czy nie, jest w tej literaturze drugorzędne. Liczą się ludzie, a ludzie się aż tak bardzo przez ostatnie pół z górą wieku nie zmienili.
Paczka jeszcze idzie na serwer Maćka, potem będzie u Artura. Poczekajcie spokojnie, jeśli od razu jej tam nie znajdziecie.
Miłośnicy GW, czuj duch. Będzie Lando Carlissian.




