Jestem już tak sławny, że pewnie niedługo biura podróży zaczną organizować wycieczki moimi śladami :-D.
Ułatwię Wam zadanie. Nie mam w tym żadnego interesu, a mam same dobre wspomnienia, więc troszkę was zaspamuję.
Otóż Kazimierz Dolny, w którym spędziliśmy z żoną tegoroczny urlop, to miejsce piękne i nieznośne jednocześnie. Nieznośne są wzięte z sufitu ceny (w samym ścisłym centrum), tłumy wycieczkowiczów przewalające się uliczkami (w samym ścisłym centrum) w każdą sobotę i niedzielę, rozkrzyczane wycieczki szkolne (w samym ścisłym centrum) każdego dnia powszedniego (ale ten problem zniknie wraz z rozpoczęciem wakacji, i zostanie zastąpiony przez grupy wypoczynku zorganizowanego), i komary (wszędzie, włącznie ze ścisłym centrum).
W Kazimierzu nigdy wcześniej nie byłem, więc fakt, że udało mi się uniknąć niemal wszystkich niedogodności składam na karb mojego niesamowitego i niezasłużonego szczęścia. Wakacje planowałem w styczniu i zupełnie w ciemno. Zarezerwowałem dla nas pokój w domu gościnnym państwa Nieradków "Za dębem" (ul. Dębowe Góry 3), nawet nie spoglądając na plan miasta. Okazało się, że:
1) Pensjonat położony jest na szczycie wzgórza z majestatycznym widokiem na Wisłę, z dala od ruchu i tłoku, będącym doskonałym punktem wypadowym do spacerów w kierunku punktu widokowego na Albrychtówce (widok na skarpę wiślaną i Janowiec po drugiej stronie rzeki), Mięćmierza (wiatrak, zabytkowe chaty, gondole do pływania po Wiśle), promu do Janowca i do samego Kazimierza.
2) O ile dojazd z pensjonatu do centrum Kazimierza (w którym i tak parkowanie jest bezpośrednim drenażem kieszeni: 3 zł za godzinę lub 10 zł za dzień [jeden wjazd i wyjazd]) odbywa się na około i trwa dobrych kilka minut, o tyle spacerkiem (przez cmentarz lub wąwozem, zależnie od pogody i upodobań) już po kilkuset metrach jest się przy kościele oo. Franciszkanów. Droga z pensjonatu do centrum jest drogą w dół, z powrotem jest troszkę bardziej ciężko.
3) Do dyspozycji gości są (chyba) trzy pokoje z osobnym wejściem z przydomowego parkingu, każdy z łazienką. Na piętrze jest jeszcze jadalnia i aneks kuchenny z podstawowym wyposażeniem, oraz taras ocieniony rozłożystymi orzechami. Wbrew pozorom jest to bardzo istotna informacja - orzechy powodują, że nawet o zmierzchu na tarasie nie ma komarów.
4) Pani Katarzyna Nieradka i jej teściowa gotują jak marzenie. My korzystaliśmy z obiadokolacji, i z prawdziwym żalem zostawialiśmy na półmiskach to, czego już nie dawaliśmy rady w sobie zmieścić.
5) Cena jest ludzka, szczególnie jeśli porówna się ją z cenami pensjonatów położonych w ścisłym centrum, o hotelach i zajazdach nawet nie wspominając.
Jedynie na komary nie znaleźliśmy innego remedium, niż ubiór z długimi rękawami i nogawkami, a chwilami marzył mi się pszczelarski kapelusz z moskitierą. Chciałem przy okazji stwierdzić, wbrew telewizyjnym reklamom, że Mosquiterum nie działa. Za to moskitiery w oknach pokoju zapewniały spokojny sen, także przy otwartych oknach.
A wokół Kazimierza jest sporo dość dobrze oznaczonych szlaków spacerowych, do Nordic Walkingu i wycieczek rowerowych. Okolica piękna i zróżnicowana. Sporo interesujących zabytków w promieniu 50 km (dla zmotoryzowanych) i przyzwoity basen w Nałęczowie. Resztę pozostawiam Waszej kreatywności.