Weronika

wtorek, 31 marca 2015

Zrobiłem przegląd biblioteki Star Wars

I wyszło mi, że do kompletu brakuje mi jednej książki: pierwszego tomu Dziedzictwa mocy. Autorem powieści jest Aaron Allston, a zatytułowana jest "Zdrada"
Aktualnie nie jest dostępna w znanych mi źródłach.
Gdyby ktoś z Was buszując w antykwariacie spostrzegł egzemplarz w stanie co najmniej średnim, to poproszę o zakup i zobowiązuję się do zwrotu kosztów książki i przesyłki.
A gdyby ktoś znalazł w jakiejś ofercie internetowej, będę wdzięczny za wskazanie źródła.

Ja zobowiązuję się do natychmiastowego poinformowania o zakończeniu poszukiwań, gdy zakończą się one sukcesem, a także biorę na siebie ryzyko zakupu więcej niż jednego egzemplarza, gdyby tak się złożyło, że dwie lub więcej osób dokonają zakupu dla mnie w mniej więcej tym samym czasie.

niedziela, 29 marca 2015

T.H. White - Wiedźma z lasu [Audiobook PL]

Jako się rzekło - drugi tom z cyklu "Był sobie raz na zawsze król" jest gotowy.

Gdybyście się zastanawiali, czy to przypadkiem nie jest literatura dla dzieci, to pozwólcie, że dorzucę swoje trzy grosze.

"Miecz dla króla" miał być w zamyśle zabawną parafrazą fragmentu legendy arturiańskiej. White, całkowicie słusznie zresztą, doszedł do wniosku, że o dzieciństwie wielkich bohaterów wiemy zwykle najmniej, i że można ten ich "przedbohaterski" okres ubrać w dowolne szaty, zachowując mimo wszystko zgodność z kanonem. "Miecz" był przednią zabawą dla autora, a dzięki temu stał się także równie przednią zabawą dla czytelnika.

Podjęcie decyzji o kontynuacji wiązało się jednak z koniecznością dokonania wyboru: czy po prostu lecimy dalej z parodią i pustym śmiechem, czy może jednak sięgamy do wartości, na których osadza się całe bohaterstwo bohatera, i odnosimy się do nich. White zdecydował się na to drugie. Z całym szacunkiem dla idei leżących u podstaw legendy arturiańskiej, postanowił pokazać, że bywa ona anachroniczna (no chyba! przecież sięga korzeniami średniowiecza, a niektórzy twierdzą, że nawet antyku), i że Artura należy troszkę podedukować, aby godzien był być królem nie tylko "raz", ale i "na zawsze". I na tej edukacji władcy my - czytelnicy - także możemy odrobinkę skorzystać. Polecam szczególnie fragmenty, w których król Artur uczy się od Merlina o wojnie sprawiedliwej. W obliczu działań naszego rosyjskiego brata, państwa islamskiego i wielu innych, warto sobie odświeżyć perspektywę.

Młodzież może poczytać/posłuchać dla rozrywki, dorośli dla rozrywki i nauki :)

sobota, 28 marca 2015

Pojęcie "międzyczasu"

Nie wiem, kto jest autorem powiedzenia "najważniejsze dzieje się w międzyczasie", ale był to jakiś łebski facet (niezależnie od płci - żeby nie było, że dyskryminuję).

Otóż, jak zapowiadałem, miałem się zabierać za "Wieczną wojnę" Joe Haldemana. Taki miałem niemal niezłomny zamiar, ale przypadek zrządził, że zakupiona przeze mnie specjalnie w tym celu książka szła do mnie trochę dłużej, niż się spodziewałem. W rezultacie, po zakończeniu Amberu, pozostałem bez materiału drukowanego w rękach.

Ponieważ w Pocztę Polską i jej zdolności dostarczania przesyłek pocztowych w czasie przekraczającym 10 dni na dystansie pomiędzy Warszawą a Zduńską Wolą, wierzę mocniej niż w cokolwiek innego, pozostało mi zadanie zagospodarowania nieoczekiwanego międzyczasu.

Zadanie musiało być przyjemne i niezbyt absorbujące, bo: po pierwsze primo - wiedziałem, że Haldeman w końcu do mnie dotrze, a po drugie primo - obowiązki zawodowe i rodzinne i tak wyszarpały znaczną ilość czasu.

A' propos obowiązków rodzinnych: zostałem zatrudniony w charakterze opiekunki do dziecka. Podmiotem mojej opieki była siostrzenica mojej ślubnej. Dziewczę lat (chyba) pięć (dam się o wiek nie pyta) należy do gatunku, który osoby dojrzałe i mające styczność z dziećmi nie przekraczającą wymiaru pół godziny tygodniowo, określają mianem "żywe srebro". Eufemizm ten kryje pod sobą rzeczywistość, której znacznie trafniejszym opisem jest "tornado", "tsunami", "dzień sądu", albo po prostu i pieszczotliwie "Armageddon". W pierwszej części dyżuru posiadałem wsparcie małżonki, i tę część wizyty siostrzenica spędziła na układaniu puzzli z Arielką, rysowaniu i popijaniu rozgrzewającej herbatki. Potem zostałem sam...
Puzzle zostały ułożone, kolorowanka zamalowana jednolicie na różowo, herbata się skończyła.
Moim pierwszym odruchem obronnym było (jakże niepedagogiczne) włączenie telewizora i gorączkowe odnalezienie nigdy nie używanego, porosłego kurzem i pajęczynami kanału JimJam. Ale dziecko typu "żywe srebro" (ekhem!) odczuwa niedosyt aktywności w zetknięciu z mało interaktywną Hello Kitty i Tomkiem wesołym parowozem. Gorączkowo odrzucając opcje dostarczenia dziecku deski, gwoździ i młotka, lub wzięciu udziału w betonowaniu wieńca na budowanym garażu, wpadłem na zbawienny (aczkolwiek równie mało pedagogiczny) pomysł wepchnięcia niewinnego dziecięcia w łapska Internetu.
I tu powoli dochodzimy do kulminacji tej pełnej grozy historii. Otóż zanim ja zdążyłem przygotować jakie takie miejsce przyszłej rozrywki, dziecię (nie posiadające tymczasem umiejętności czytania i pisania) otworzyło przeglądarkę, znalazło stronę Barbie, wyszukało na niej gry... i mnie pozostało jedynie udzielenie odpowiedzi "tak" na pytanie systemu o udostępnienie javy, której żąda otwarta strona. Każda gra zajmowała dziecięciu 5 do 7 minut. W tym czasie młoda dama magicznie zapoznawała się z zasadami gry (nie umiejąc czytać), wchodziła na poziom łatwy, kończyła go zanim denerwująca muzyczka zdążała dojść do drugiego taktu, uruchamiała poziom zaawansowany i po chwili rozlegała się charakterystyczna fanfara z różowym napisem "gratulacje!" na różowym tle, w otoczeniu różowych serduszek i ptaszków.
Groza zajrzała mi w oczy. W tym tempie "żywe srebro" zdąży przed upływem godziny zlokalizować "World of Tanks" i w trybie gracza darmowego rozpirzyć wszystkich konkurentów jeszcze przed obiadem.
ALE NIE! Umysł mojej podopiecznej wpadł na ideę zdecydowanie bardziej szatańską! Wyśledziła grę o jakże pociągającym tytule "Wyścig do nocniczka" i zajęła się takim sterowaniem przeszkodami na drodze wirtualnego bobasa w potrzebie ku wirtualnej toalecie, aby nie miał najmniejszych szans dotarcia do celu na czas i widowiskowo zanieczyścił pieluchę a to w salonie, a to w kuchni, a to w przedpokoju. Jednocześnie milusińska testowała moją odporność na szantaż emocjonalny: "Wujek, mam jej pozwolić, aby zdążyła do kibla, czy ma się zesrać?"

Ale, o czym to ja....? Aha, o międzyczasie.

W międzyczasie nagrałem więc "Wiedźmę z lasu" T. H. White'a, czyli kontynuację "Miecza dla króla". Jeśli nie dziś, to jutro powinienem skończyć montaż i udostępnić chętnym.

A Haldeman został dostarczony.

wtorek, 24 marca 2015

Roger Zelazny - Książę Chaosu [Audiobook PL]

No i stało się. Dziesięciotomowe "Kroniki Amberu" za mną.

Muszę powiedzieć, że autor namieszał i namotał tyle różnych wątków i wąteczków, że po przeczytaniu ostatniego zdania i zdaniu sobie sprawy, że to już, że to koniec, pozostaje niedowierzanie. ALE CO DALEJ?!?

Najbardziej nurtującą jest kwestia Ghostwheela i jego wpływu na cały świat Amberu. Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia statusu Wzorca w chwili zakończenia opowieści: uszkodzony czy nie. Czy równowaga została ostatecznie przywrócona, czy wręcz przeciwnie: wszystko się pokomplikowało przez "wtrącanie się" nowego wzorca Corwina i Ghostwheela w dwubiegunowy układ sił między Wzorcem a Logrusem.

Całość moich uczuć nazwałbym "twórczym niedosytem" :)

Książę Chaosu jest na serwerze Maćka, jest na chomiku.

piątek, 20 marca 2015

Hey! C'mon STAHP! I got it!!!

Może Was zaskoczę, ale jakiś czas temu załapałem, że pewna grupa moich słuchaczy chce, abym kontynuował nagrania "Pieśni lodu i ognia" Martina.
Jest mi szalenie miło, że Wam się podobała Nawałnica, i przyjmuję do wiadomości, że "jak nie ja, to nikt".
Nie mówię nie.
Ale wybaczcie, że nie chcę się jasno deklarować. A już szczególnie, składać deklaracji w odniesieniu do możliwego terminu.
Jeśli czytujecie tego bloga, to wiecie, że nie lubię snuć zbyt dalekosiężnych planów. Po prostu życie często je w sposób nieoczekiwany weryfikuje, a ja nie lubię się tłumaczyć, gdy coś (często niezależnego ode mnie) się zmieni.
Pamiętajcie proszę, że cokolwiek nagrywam, jest to tylko hobby. Muszę pracować, mam także inne obowiązki.
Jeśli ośmielam się mówić o planach, to jedynie tych stosunkowo najbliższych:
- trwa nagranie ostatniego tomu Kronik Merlina z cyklu o Amberze. Pewnie jeszcze z tydzień mi to zajmie;
- chcę następnie ruszyć z "Wieczną wojną" Joe Haldermana - po pierwsze obiecałem, po drugie - tej formy jeszcze nigdy nie dotykałem i ciekaw jestem jak sprawdzę się w roli narratora "military SF";
Co będzie potem - nie wiem. Nie podjąłem decyzji. Jak jej czas się będzie zbliżał, podejmę ją i zakomunikuję.

środa, 18 marca 2015

Rael - gdzie jesteś?

Nie, to nie jest post mesjański ;)

Anonimowy Janusz zadał mi pytanie o przeczytanie opowiadań kontynuujących cykl o Amberze. Zrobił nawet więcej - podesłał mi wygrzebane w sieci polskie tłumaczenia tych opowiadań.

Patrzę i czytam - z nieskrywanym zainteresowaniem - i dostrzegam, że autorem tłumaczenia jest Rael. Prawdopodobnie ten sam, który zagadał kiedyś w komentarzu do jednego z postów związanych z Amberem. W każdym razie zbieg okoliczności byłby zbyt szalony.

Rael - odezwij się. Co myślisz o nagraniu Twoich tłumaczeń?

niedziela, 15 marca 2015

Uczta dla

miłośników Gwiezdnych Wojen [ale teraz będę się z Wami drażnił :>]
Skończyłem nagranie "Władców mocy" Kevina J. Andresona i niniejszym zakończyłem cykl "Akademia Jedi"
Ponieważ prędzej, czy później wrócę do "odległej galaktyki", muszę się przez chwilę zastanowić nad tym, co dalej. Do wyboru mam czasy zamierzchłe, jeszcze przez "Zaginionym plemieniem Sithów" za sprawą powieści Tima Lebbona "W nicość", albo trwanie przy klasyce i losy Corrana Horna w "Ja, Jedi" Michaela Stackpole'a. Wyprzedzę głosy optujących za Nową Erą Jedi. Jeszcze nie teraz. To bardzo długi cykl, i kiedy zdecyduję się na jego rozpoczęcie, pozostanę przy nim tak długo, że samego mnie to przeraża.
A skoro o zakończeniach cykli powieściowych - przede mną ostatnia już książka z cyklu o Amberze. Aż sam się nie mogę doczekać :)

czwartek, 12 marca 2015

Terry Pratchett (28.04.1948 - 12.03.2015)

Zawsze jest smutno, kiedy ktoś odchodzi.
Na usta cisną się banały - o tym, jak był ważny, cenny, że za wcześnie...
Te banały mówią jednak prawdę.

"Jeśli chcecie wyobrazić sobie przyszłość, wyobraźcie sobie chłopca, jego psa i jego przyjaciół. I nigdy nie kończące się lato.
I jeśli chcecie sobie wyobrazić przyszłość, wyobraźcie sobie trzewik... nie, wyobraźcie sobie trampek z wlokącymi się sznurowadłami, kopiący kamyk; wyobraźcie sobie patyk do szturchania interesujących rzeczy i rzucania psu, który może aportować go lub nie; wyobraźcie sobie fałszujący gwizd powtarzający jakąś nieszczęsną, popularną melodię aż do całkowitego znieczulenia; wyobraźcie sobie postać, na wpół anioła, na wpół diabła, całkowicie człowieka...
Niedbale i pogodnie podążającą do Tadfield...
... na zawsze.
[Terry Pratchett i Neil Gaiman - Dobry Omen]

Do zobaczenia w Tadfield, panie Pratchett.

środa, 11 marca 2015

Mało ambitne kino :)

video

Chciałem się tylko podzielić z Wami radochą z zakupu karmnika za 15 zł i karmy za drugie 15. Bohaterki i bohaterowie filmu towarzyszą mi niemal całą zimę. Ciekawe, kiedy odlecą...

niedziela, 8 marca 2015

Znalazłem dobrze napisany artykuł o czytaniu książek Star Wars

Ponieważ akurat jestem w trakcie podsumowywania trylogii "Akademia Jedi", myślę, że na miejscu będzie podrzucenie Wam linku do dobrze, jasno i treściwie napisanego tekstu, który zapewnia odpowiedź na pytanie, które także mi było kilkukrotnie zadawane - zarówno tu, jak i na chomiku - "w jakiej kolejności czytać starłorsy?"
Artykuł znajduje się W TYM MIEJSCU
Polecam

sobota, 7 marca 2015

Pół świata do pępka świata





Witaj Mako,
Jako, ze często słucham Twoje audiobooki postanowiłem się dołączyć do "wędrującego plakatu Weroniki", wiec wysyłam i swoje dzieła sztuki:). Zdjęcia są trzy, zrobione w Memphis (w stanie Tennessee, USA tak dla jasności) na uczelnianym kampusie (o czym świadczy znak na jednym ze zdjęć). Nie mogło zabraknąć zdjęcia na tle maskotki uczelnianej (Memphis Tigers) jak i flagi USA. Jak daleko to od pępka wszechświata? Czasami myślę, ze za daleko i to jest tez jeden z powodów słuchania polskich audiobooków w Twoim wykonaniu, słyszeć język polski:) Dodatkowo zdjęcia są to wyjątkowe, dlaczego? Jest śnieg na nich, co dla rodaków z Polski nie jest niczym nadzwyczajnym jednak w Memphis zdarza się raz na 20 lat, szczególnie takie ilości. Wystarczy powiedzieć, ze przez ostatnie dwa tygodnie uczelnia była zamknięta 6 dni z powodu opadów śniegu i mrozu. Tak to już jest na południu USA :)

Chciałbym również wtrącić swoje trzy grosze na temat czytanych przez Ciebie audiobooków. Uważam Twój wybór tytułów jako całkowicie niezależny i powinieneś czytać to co Ci sprawia przyjemność, a nie to co mi!! Czy jest to piractwo? Mam mieszane uczucia, ale mogę opisać swoja historie. Czytaniem Sci-fi jestem zajęty od dawna, ostatnio może z braku czasu przestawiam się na audiobooki, ale czy to oznacza, ze nie kupuje książek? Zakupiłem cala serie Asimova o Fundacji i ją przeczytałem, gdy zobaczyłem ze są dostępne audiobooki w Twoim wykonaniu serii o robotach, przesłuchałem (wspaniała robota), ale po przesłuchaniu zakupiłem książki bo chce mieć to w swojej kolekcji. Serie o Imperium Asimova również zakupiłem (z Twojej aukcji Allegro!!), jak również dopiski o Fundacji jako nówki nieśmigane. Co chce przez to powiedzieć? Kto lubi książki i je czyta czy je słucha, zakupi je aby od czasu do czasu do nich wrócić może powspominać powstanie Imperium albo Fundacji. A kto ich nie chce i nie kupi, to nawet po odsłuchaniu audiobooka tego nie zrobi.

Mam również zasadę, ze po każdej przesłuchanej książce od Ciebie wpłacam na konto Weroniki i polecam to każdemu, wcale nie muszą to być wielkie kwoty jak mniemam.

Wracając do czytanych audiobooków, pisałem ze są to Twoje niezależne wybory, ale przecież nie zaszkodzi podsunąć jakiś tytułów :) może seria Benforda Centrum Galaktyki? Sam przeczytałem dwa pierwsze tomy, teraz kompletnie nie mam czasu nie mówiąc już o tym, ze książki zostały w moim kochanym kraju:(. Jeżeli kiedyś byś się zdecydował, wal do mnie!! Zorganizuję wysyłkę książek do Ciebie!!


pozdrawiam
Marcin

PS: Elvis czuje się zagrożony w Memphis, już niedługo Mako będzie bardziej znanym celebryta w Memphis:)

piątek, 6 marca 2015

Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zabrać głos jako pierwszy.

Jesteśmy tu w gronie ludzi, którzy - mam mniemam - lubią słuchać książki :)

Chcę więc się z Wami podzielić refleksją bardziej z pozycji słuchacza niż lektora, i ciekaw jestem Waszych opinii.

Rzecz dotyczy tzw. superprodukcji, czyli audiobooków czytanych przez zespoły aktorów, i nierzadko opatrzone dodatkowymi efektami dźwiękowymi oraz oprawą muzyczną.
Otóż - będąc nieodrodnym dzieckiem Tej Ziemi - jestem za, a nawet przeciw. A właściwie przeciw, a nawet za (czasami).
I niniejszym spróbuję ową moją ambiwalencję wyjaśnić.
W zdecydowanej większości, autorzy książek pisali je i piszą z myślą o czytelniku: pojedynczym Kowalskim płci tej lub owej, który czytając literki składa je w słowa i śliniąc palec przewraca kolejne kartki owymi słowami zapisane, dając się porwać narracji. Aby do tego "porwania" narracją mogło dojść, autor musi uciekać się do różnych środków: od czasu do czasu funduje opis tego, co widzi i słyszy bohater, a jeśli bohater ów z kimś rozmawia, to autor identyfikuje poszczególnych uczestników rozmowy dodatkami "powiedział Robert", "odpowiedziała Kasia", czy "wyjąkał Piotrek". I kiedy w naszym umózgowieniu odbywa się magiczny proces transformacji słów zapisanych na papierze na rzeczywistość w indywidualnej wyobraźni czytelnika, te "dodatkowe informacje" gładko wtapiają się w bieg narracji. Więc rzucając okiem na słowa "wyjąkał Piotrek" tworzymy sobie gdzieś w korze mózgowej charakterystyczny głos owego wcześniej już wyobrażonego Piotrka i jego jąkania.
I tu wkracza producent audiobooka, który chce: po pierwsze - zachować wiernie treść nagrywanej książki, a po drugie - każdej postaci przypisać odrębny i charakterystyczny głos. W rezultacie Piotrek jąka swoją kwestię głosem Roberta Więckiewicza lub Tomasza Kota, a kiedy tylko skończy narrator - głosem Rocha Siemianowskiego lub Danuty Stenki, informuje nas, że "wyjąkał Piotrek". Do jeszcze głupszej sytuacji dochodzi, jeśli "superprodukcja" opatrzona jest efektami dźwiękowymi, i narrator (czyim głosem, to już sobie sami wymyślcie) mówi: "na żwirowej ścieżce rozległy się kroki" i jednocześnie efekt dźwiękowy kroków owych trafia do uszu słuchacza.
I właśnie po to, aby uniknąć takich "zgrzytów" poznawczych, zarówno w dawniejszych, jak i zupełnie nowych czasach tworzy się adaptacje, a ich nagrany efekt nazywa się nie audiobookiem, ale słuchowiskiem. I nikt nie powiedział, że adaptacje słuchowiskowe muszą stanowić jakieś skróty i wybór z oryginalnego tekstu książki. Adaptacja może być bardzo wierna, i ograniczać się do pominięcia tych "didaskaliów", których obecność w wersji audio jest zbędna dzięki obsadzie aktorskiej i efektom dźwiękowym.
Osobiście podejrzewam, że "superprodukcje" są przedsięwzięciem skazanym na klęskę z punktu widzenia opłacalności. Tworzy się je z powodów raczej prestiżowych, niż marketingowych. Ale jeśli już powstają, i mają być wizytówką tej czy innej firmy nagraniowej, to marzy mi się, aby w budżecie obok pieniędzy dla autora i wykonawcy muzyki, aktorów i realizatorów nagrań przewidziano także działkę dla dobrego adaptatora.
A jak Wy odbieracie nasze rodzime "superprodukcje"?

czwartek, 5 marca 2015

MAKO na PREZYDENTA!

Trzeba jakoś spożytkować ten fejm :)

Opracowałem nawet program, z którym na sztandarach ruszę po zwycięstwo.
1. Precz z goleniem się. Wąsy są trendi a broda sexi. A kto się goli, ten Komorowski.
2. Do czyszczenia mebli w Pałacu Prezydenckim - tylko SIDOLUX. Pronto mówimy NIE!
3. Postuluję przystosowanie żyrandoli do mycia w zmywarce ze środkiem nabłyszczającym.
4. Dudy w miech, a Ogórki na mizerię!
5. Przeniesienie stolicy kraju do Czech pod Zduńską Wolą - będę miał blisko do pracy, a Czesi się ucieszą.
6. Zakaz importu niemieckiej chemii do prania. CYPISEK dla wszystkich.
7. Ruskie do kabulu (ostatecznie ze skwarkami).
8. A w kompetencji polityki obronnej - zbiórka pontonów dla naszej dzielnej floty szuwarowo-bagiennej i drzwi od stodół dla lotników.

A teraz absolutnie kluczowe punkty zapewniające mi natychmiastową wygraną:
9. Każdemu po milion złotych!
10. I każdemu chętnemu flaszkę.

Ole, ole, ole, ole, nie damy się, nie damy się!
:D

Wędrujący plakat Weroniki - 1600 km od pępka świata


Pozwolę sobie wkleić treść maila, do którego załącznikiem było powyższe zdjęcie:



Drogi Mako,
Dołączam się do tych, co to Cię nie chcą nagabywać na kontynuację Gry o Tron, ale bardzo liczą, że się jednak zdecydujesz swą własną, suwerenną decyzją :) Twój głos znacznie uprzyjemnił mi 2-3 godziny dziennie spędzone w kurdyjskiej komunikacji miejskiej (mówię Ci, koszmar! Nie wiem jak je zniosę bez Twojej "Pieśni Lodu i Ognia").
A żeby nie było, że Ty się starasz, a my, czytelnicy, jak te sępy czekamy tylko na darmochę, postanowiłam też dać coś do siebie i włączyć się do Twojej akcji. W tle mury miejskie Diyarbakır, w Turcji (Kurdystanie?)- drugie co do długości mury miejskie na świecie- zaraz po Wielkim Murze Chińskim.
Próbowałam też w rozliczeniu podatkowym przekazać 1% na Weronikę, ale wyszło, że to mi zapłacą zwrot podatku i 1% z 0zł to ciągle 0zł. Niestety!
Mako, jestem z Tobą duchem, dziękuję  za wszystkie godziny, w których swoim głosem towarzyszyłeś mi w moich codziennych mordęgach i, nie wywierając nacisku, proszę- nie porzucaj Martina!

Pozdrowienia z dalekich krajów,
Kasia

wtorek, 3 marca 2015

Krew i złoto. Nawałnica mieczy w komplecie.

Drodzy,
Skończyłem nagrania drugiego tomu "Nawałnicy mieczy". W tej chwili odcinki są dostępne na chomiku i idą powoli na serwer (patrz tam ->).
Trochę namieszałem z numeracją i muszę się wytłumaczyć. Stal i śnieg zakończyła się plikiem 45 zawierającym tylko zapowiedź końcową. Krew i złoto zacząłem także numerować od 45, aby po wykasowaniu zapowiedzi końcowej ze Stali można było mieć ciągłą numerację wszystkich rozdziałów w obrębie całej książki. Mam zresztą taki plan, aby z udostępnić także paczkę zawierającą całość, bez konieczności ściągania osobno obu tomów.
Muszę jeszcze powiedzieć, że w tych paczkach, które są moim dziełem (w przeciwieństwie od różnego rodzaju udostępnień przepakowywanych [nota bene, zupełnie nie wiem po co]), okładki do pierwszego i drugiego tomu przygotował Dariusz (zgr_chomik). Darek zrobił także okładkę do edycji całościowej, obejmującej oba tomy.

Teraz kwestia następna. Dostrzegam, że większość z Was milcząco, lub nie całkiem milcząco, przyjęła, że będę kontynuował czytanie "Pieśni lodu i ognia". Przyznaję, że reakcje na Nawałnicę zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Prawdę mówiąc, jest to pierwsza "mainstreamowa" pozycja, przy której nie zostałem zjechany przez różnej maści specjalistów od gramatyki języka polskiego, dykcji i emisji głosu. :) Ale nie musi to tak natychmiast oznaczać, że podejmę się kontynuacji. I - wbrew wszelkim pozorom - nie chodzi o to, abyście teraz zaczęli mi słodzić i kadzić, i wychwalać, bylem tylko zabrał się za "Ucztę dla wron". Dajcie mi chwilę na rozważenie za i przeciw, i na podjęcie suwerennej decyzji. Obiecuję, że pierwsi się dowiecie.

W tej chwili pewniki (o ile cokolwiek może być pewne) są takie, że: czas zakończyć trylogię "Akademii Jedi" Kevina J. Andersona. Następnie będzie czas zakończyć cały dziesięcioksiąg "Amberu" Rogera Zelaznego. Przesłuchałem sobie angielską wersję książki, o której przeczytanie zaapelował do mnie autor tego mema:
i... podobało mi się. Jest więc szansa na zajęcie się "Wieczną wojną" Joe Haldermana. Poza tym chodzi mi nieustannie po głowie dość karkołomny pomysł przeczytania Wam jednej z najważniejszych książeczek, jakie czytałem w ostatnim 10-leciu (i ciągle czytam), ale obfitującej w nazwy pochodzące z języka Państwa Środka (co mnie odrobinę przeraża).

Jak widzicie, mimo woli robią się z tego dość dalekosiężne plany. A to coś, czego chciałem uniknąć. proszę więc, żebyście mnie zbyt rygorystycznie nie trzymali za słowo. Szczególnie, że być może za chwilę w mojej bezpośredniej okolicy rozpęta się orgia koparek, ciężarówek, spychaczy, zagęszczarek i innych urządzeń stworzonych przez człowieka w celu generowania hałasu. I jeśli tak się stanie, to ja będę z pewnością szczęśliwszy niż Wy.